Rocznicowa niespodziewajka

Zaczęło się wszystko po osiemnastce naszej Ani. Impreza była tak udana, że mogłaby trwać w nieskończoność. Pomyślałem, że nasza rocznica (przypadająca na 12 czerwca) to kolejna sposobność, aby skorzystać z lokalu, z tak zajefajnym klimatem. Zarówno obsługa, jadło, jak i muzyka – wszystko było świetne. Jeszcze tego samego dnia postanowiłem zrobić Kasi niespodziankę, więc wpłaciłem zaliczkę i po cichu zaprosiłem pierwszych gości.

Późnym wieczorem, w poniedziałek 5 maja, kiedy Kasia usnęła, wydrukowałem zaproszenia. Następnego dnia wtajemniczyłem w swój plan Anię i rodziców Kasi. Adaśko dowiedział się o wszystkim kilka dni przed imprezą – synuś mamusi mógł się wygadać – i nie piszę tego złośliwie. Ot po prostu – mógł coś bezwiednie chlapnąć 🙂

Teść zresztą również dostał prikaz trzymać buźkę na wodzy, bo nie raz już zdarzyło mu się popsuć niespodziewajki 🙂

Razem z Anią rozwieźliśmy zaproszenia do osób, które po dwóch, trzech dniach potwierdziły swoją obecność. Nie było w sumie wśród zaproszonych takich, którzy odmówili – raz, że to nasza rodzina i przyjaciele, a dwa – wszyscy chcieli zobaczyć reakcję Kasi na przygotowywany „wkręt” 😀

Jako, że Kasia grała kiedyś na skrzypcach, szukałem osoby, która zagra na „wejście smoka”, utwór wyśpiewany przez Elvisa Presley’a „Only You”. Niestety większość znajomych miała tego dnia zaplanowane koncerty. Z pomocą przyszła jedna z zaproszonych osób, która z racji swojego zawodowego zajęcia, miała kontakt z artystami. Dostałem numer telefonu, zadzwoniłem i radość w sercu zagościła. Oprawę muzyczną miałem załatwioną.

Drugi element uświetniający moją niespodziewajkę, odnosił się do lat przepracowanych przez Kasię w toruńskim teatrze Baj Pomorski. Lat, do których Kasia z sentymentem często odnosi się w swoich wspomnieniach. Tu również z pomocą przyszli nasi przyjaciele. Wypożyczyliśmy lalkę (muppet’owego lwa), a kolega zgodził się wystąpić.

Napisałem tekst – ot, taką sobie rymowankę z humorem, odnoszącą się do chwili, kiedy poznałem Kasię – fragment:

[…] Nie było to kino, ani teatr, czy biblioteka – miejscem ich spotkania była toruńska dyskoteka.
Miejsce to było, nie wiedzieć czemu, które nie śniło się ani jednemu.
Oboje twierdzili, jak autor tekstu rzecze, że prawdziwej miłości nie szuka się w dyskotece…

Los jednak jak wiemy, różne figle płata
tak w tym przypadku – co sami widzicie – połączył parę na długie lata.

[…] Gdy po ważnych egzaminach, wzrok Kasieńki stolika w dyskotece szukał
Artur już od dłuższej chwili, na parkiecie obcasami stukał.

Rozglądała się Kasia, z nerwów wnet pobladła – wszystko zajęte, ale stolik znalazła.
Siedział przy nim łoś, którego jedynym zadaniem, było stolika bezpieczne przytrzymanie.
Jednak oczom Kasieńki, a co więcej słowu tak się poddał, że Artura i kolegów miejsca bez słowa oddał…

Sączyła piwko nasza bohaterka, gdy do stolika powróciła rozbawiona kawalerka.
Wszyscy się dziwnie na siebie spojrzeli, nie wiedzieć czemu – miejsc swych nie mieli?…
Ścisnęli się jednak, jak ryby w konserwie, marszcząc na łosia swe czoła w nerwie.
Kasieńka tylko oczkiem spojrzała, wiszący topór, wnet uśmiechem zakopała.

Naprzeciw Kasi siadł bohater nasz – Kasia pomyślała – „ten to ma twarz”…
Jednak do tańca zaprosić się dała i tak przebiegła dyskoteka cała.

Choć zaraz, zaraz – pamiętam jak dziś – po piwku do łazienki musiał Artur iść
Wtedy do Kasi inny w konkury ruszył, co widząc Artur nieco się obruszył.
Przy stoliku jednak poradził sobie, gdyż konkurent nie był mocny w głowie.
I gdy tak spał sobie smacznie po chmielowej diecie, nasi jubilaci, już do końca brylowali na parkiecie.

Teraz przyszedł czas na wymyślenie sposobu, jak ściągnąć Kasię do toruńskiej restauracji „Zamkowa”, by nie wzbudzić w niej podejrzeń odnośnie planowanej niespodziewajki.

Mama Kasi dość często otrzymywała telefoniczne zaproszenia na przeróżne pokazy – a to pościel, a to jakieś medykamenty, czy sprzęt dla zdrowia, a to garnki Zeptera… Przeważnie odmawiała, ale teraz „przyjęła” zaproszenie …na jubileusz Zeptera 😀

Według ustaleń, miała otrzymać jakiś upominek, o ile przyprowadzi osobę towarzyszącą. Padło więc na Kasię 😀
Ja dobrze wiem, jak Kasia reaguje na takie zaproszenia, więc od razu uprzedziłem mamę, aby w swym zaproszeniu była nadzwyczaj stanowcza – pod groźbą pogniewania się po wsze czasy włącznie 😀
Mama wykonała do mnie (wcześniej ustalony telefon), bym na pewno Kasi nie truł, że wychodzi w piątkowy wieczór i wróci nieco później (trącona szampanem), z uwagi na jubileuszowy bankiet.

Dość głośno, aby Kasia na pewno słyszała, nie wnosiłem sprzeciwu, zapewniając jednocześnie, że i tak będę zajęty, gdyż moja mama przyjeżdża w odwiedziny, a Ania z Adamem idą na osiemnastkę koleżanki.

Wszystko było poukładane – Ania mogła się bezpiecznie pindrzyć przed lustrem (a potrzebuje sporo czasu 😀 ), Adaśko mógł się bezpiecznie wyszykować w gajer, bo przecież osiemnastka to nie byle jaka impreza 😀

Aby Kasia w ostatniej chwili nie rozmyśliła się i na 100% poszła na „imprezę Zeptera” poprosiłem psiapsiółkę Kasi, aby na kilka dni przed rocznicową imprezą spotkała się z Kasią i ot tak – od niechcenia – powiedziała, że „idzie jako osoba towarzysząca na jakiś pokaz, czy bankiet Zeptera” – teraz byłem spokojny, że na pewno Kasia pójdzie 😀

Czas leciał, choć wydawało się, że stoi w miejscu. Odliczałem dni, aż w końcu pozostały tylko godziny. Przyjechała moja mama ze swoim partnerem, Kasia wróciła z pracy, na trzy godziny przed planowanym wyjściem do teściów. Umówiłem się z mamą Kasi, że wyciągnie ją z domu trochę wcześniej, abym i ja mógł się wyszykować – czasu dużo nie potrzebuję, bo kilkanaście lat ćwiczyłem sprawność w oporządzaniu się, ale jednak chwilka jest potrzebna, choćby na oskrobanie twarzy z zarostu 😀

Impreza w „Zamkowej” rozpoczynała się o 20:00. Prosiłem wszystkich o punktualność, by przypadkiem nie zeszli się z Kasią i rodzicami, którzy szli na imprezę Zeptera, na 20:15 😀
Była 19:20, kiedy Kasia wyszła z domu. Z uwagi na ewentualny alkohol (winko, szampan) na przyjęciu, odradzaliśmy przejazd własnym samochodem 😀 Zamówiona taksówka zabrała Kasię do rodziców, a dzieci „na osiemnastkę”.
Zaraz po wyjściu Kasi w domu zaczął się ruch. Golenie, prasowanie koszuli, pastowanie butów 🙂
Zamówiłem kolejną taksówkę i ruszyliśmy do „Zamkowej”.

Kiedy dojechaliśmy była godzina 19:50. Zacząłem „zapinać wszystkie guziki”. Lokal był pięknie przygotowany. Wszyscy goście siedzieli na swoich miejscach. Wypatrywaliśmy Kasi. Wybiła 20:15 i zaczęło się 🙂

Kiedy Kasia przekroczyła próg „Zamkowej”, pani w szatni (również zamieszana w spisek), powiedziała, iż jubileusz Zeptera odbywa się na sali bankietowej (za rozsuwanymi drzwiami). Aby wszyscy dobrze widzieli minę Kasi, umówiłem się z mamą, że tuż przed wejściem na salę, mama poprosi Kasię o sprawdzenie makijażu, tak, aby Kasia stanęła plecami do drzwi. Kiedy skrzypeczki i akordeon zagrały pierwsze takty „Only You” rozsunęliśmy drzwi, a mama widząc nas uśmiechnęła się. Kasia zaciekawiona uśmiechem odwróciła się i …zaniemówiła 🙂

A oto fragment uroczystości – wejście Kasi