Zapiski Internauty
Moim skromnym zdaniem
kw. 23

Uważaj na „młodociany hosting”

Piractwo w InternecieCeny hostingu od ponad roku spadają na łeb na szyję i całkiem dobre miejsce na swoją stronę można już znaleźć za kilkadziesiąt złotych na rok – takie wrażenie odnosi zapewne wielu webmasterów, z większym i mniejszym doświadczeniem. Warto jednak zwrócić wszystkim uwagę, iż nie nad ceną i ofertą należy się w takiej sytuacji najpierw zastanowić, a nad tym kto za nią stoi. Innymi słowy, czy nie mamy do czynienia z firmą typu „młodociany hosting”.

Gdzie kamieniem nie rzucisz, tam w dziecięcy hosting trafisz

„Dzieciaki bez klasy” to chyba najlepsze określenie dla osób, które stoją za mnóstwem tego typu ofert w Internecie. Ich „firmowe” strony nietrudno rozpoznać – najczęściej oparte są na ogólnodostępnych, darmowych szablonach, a usługi są oczywiście określane jako „najlepsze”, czy też „najkorzystniejsze”.

Co ciekawe, w części zwanej „kontakt” znajdziemy zazwyczaj tylko numer Gadu-Gadu, numer telefonu komórkowego z włączoną automatyczną sekretarką, czasami formularz do wysyłania pytań i żadnych innych danych.

Absurdalne w tym wszystkim jest to, że tacy chłopcy znajdują czasem „klientów”, co stanowi z kolei idealny sygnał dla innych młodocianych pseudo-biznesmenów. W ten sposób rynek hostingowy schodzi na psy (a raczej dzieci…).

Mniej niż minuta

Trafiłem ostatnio na jedną z takich stron. Kiedy na Gadu-Gadu zapytałem o czas wykonania usługi, czyli konfiguracji konta, dowiedziałem się, że wystarczy mojemu rozmówcy mniej niż minuta, abym stał się szczęśliwym użytkownikiem konta e-mail i www, „ale najpierw kaska”…

Administrator, zapytany o rachunek lub fakturę oznajmił mi, że „jeszcze na razie jest to niemożliwe” – nie pytałem dlaczego, odpowiedzi łatwo przecież można się domyśleć. Przez chwilę zapanowała cisza. Zacząłem więc przygotowywać e-mail z informacją, co należy zrobić, aby zajmować się w Internecie działalnością gospodarczą.

Mój niedoszły „admin”, nie pozwolił jednak na zbyt długą przerwę w rozmowie – zapewne juz w myślach przeliczając sobie stan konta powiększony o te parę złotych – co chwilę niecierpliwie pytał, czy już wysłałem pieniądze.

Tymczasem zamiast zrzutu z potwierdzeniem przelewu, dołączonego do wiadomości e-mail, wysłałem mu przygotowaną informację na wyżej wspomniany temat, podziękowałem za rozmowę i rozłączyłem się wyjaśniając kim jestem.

Godzinę później strona, na której wcześniej przeczytałem „wyjątkowo kuszącą ofertę”, zniknęła z Sieci.

Wystarczy odrobina wyobraźni

Niestety, na tego typu oferty nabierają się najczęściej młodzi Internauci, którzy szukając taniego miejsca wyrzucają swoje ciężko uzbierane kieszonkowe na takie właśnie wątpliwe „hostingi”. I najczęściej wychodzą na tym jak na zakupie samochodu z minionej epoki. Kupić kupi, ale aby go utrzymać to trzeba ciągle dokładać.

Internauta zamiast raz zainwestować np. 300 pln na rok i zagwarantować sobie poczucie bezpieczeństwa, stabilności, woli wyrzucić (czasem kilka razy) nieco mniejsze pieniądze, ale w niby-firmie. Gdzie podział się szacunek dla własnej pracy? Gdzie podziała się zasada ograniczonego zaufania, szczególnie wobec sprzedawcy, o którym zupełnie nic nie wiemy?

Odrobina wyobraźni może uchronić kupującego od ciągłego przenoszenie danych, niewyświetlających się stron, (błąd 404 i inne), utraty adresu. Trzeba sobie jasno uświadomić, iż korzystanie z usług dziecięcego-hostingu jest najzwyczajniej w świecie pozbawione sensu.

Sprawdźmy, co możemy otrzymać za wspomniane wyżej 300 złotych w jednej ze znanych i sprawdzonych polskich firm hostingowych:

  • powierzchnia dyskowa – 5 GB,
  • dowolny podział powierzchni na WWW, pocztę i bazy danych,
  • nielimitowana ilość domen,
  • nielimitowana ilość kont e-mail i aliasów,
  • nielimitowana ilość baz danych MySQL / PostgreSQL,
  • system antywirusowy i antyspamowy (a to jest w dobie niechcianej poczty reklamowej bardzo wskazane)
  • przyjazny panel zarządzania serwerem,
  • nowoczesny program pocztowy do obsługi poczty przez WWW,
  • transfer serwera 60 GB.

Taka oferta jest warta swojej ceny.

Internet to przecież hobby…

Zgoda – większość traktuje Internet jako hobby, ale gdzie jest napisane, że hobby ma być/jest darmowe? Zbierając choćby pokemony trzeba przecież kupić chips`y…

Powyższy przykład serwera to w zasadzie rarytas. W Sieci znajdziemy również tańsze, także dobre oferty – wystarczy poszukać, ale jak szukać, to takiej firmy, która ma przynajmniej opublikowany numer NIP (REGON, KRS). To daje pewną gwarancję bezpieczeństwa.

Zawsze należy też żądać wystawienia faktury, aby w razie nie wywiązywania się firmy z umowy, mieć w ręku mocny atut. W sumie, po co żądać – szanująca się firma sama wystawi i wyśle na podany podczas załatwiania formalności adres.

Ustawa z dnia 2 lipca 2004 r. o swobodzie działalności gospodarczej (Dz. U. Nr 173, poz. 1807)
Art. 21. Jeżeli przedsiębiorca oferuje towary lub usługi w sprzedaży bezpośredniej lub sprzedaży na odległość za pośrednictwem środków masowego przekazu, sieci teleinformatycznych lub druków bezadresowych, jest on obowiązany do podania w ofercie co najmniej następujących danych: 1) firmy przedsiębiorcy; 2) numeru identyfikacji podatkowej (NIP); 3) siedziby i adresu przedsiębiorcy.

Ponadto należy czytać regulaminy świadczenia usług, gdyż często się zdarza tak, że klient podpisuje umowę z domeną, a nie z konkretną firmą – tak być nie powinno. Zdarza się czasem, że nazwa domeny jest także nazwą firmy, ale to musi być wyszczególnione wyraźnie w informacjach o firmie lub informacjach kontaktowych.

Informacje kontaktowe muszą być podane najdalej na pierwszym poziomie dostępu (czyli zakładki/linki: o firmie, o nas, kontakt itp.), a nie gdzieś daleko/głęboko lub po stronie dostępnej tylko dla zarejestrowanych użytkowników – reguluje to obowiązująca w naszym kraju Ustawa:

Ustawa z dn. 18.07.2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną
Rozdział 2 Obowiązki usługodawcy świadczącego usługi drogą elektroniczną Art. 5. 1. Usługodawca podaje, w sposób wyraźny, jednoznaczny i bezpośrednio dostępny poprzez system teleinformatyczny, którym posługuje się usługobiorca […]

Nie dajmy nabijać się w butelkę dzieciakom, które w ogóle nie mają pojęcia o biznesie i odpowiedzialności. Dla większości z nich jedynym oczekiwanym momentem w kontakcie z klientem jest wpłata „kaski” na konto (najczęściej) ojca, matki, wujka, cioci, czy dziadka… Proszę pamiętać, iż żadna szanująca się firma nie przedstawi do kontaktu jedynie komunikatora, czy telefonu komórkowego.
Szanujmy się Panowie i Panie.

Artykuł napisany dla Dziennika Internautów (www.di.com.pl), opublikowany 22.03.2005r.