Urlop w Marinie – telegraficzny skrót

Dzień przed wyjazdem, pakowaliśmy się do późnych godzin nocnych. Najpierw plecak – koce, śpiwory, materac, światło i inne potrzebne rzeczy. Później mój służbowy zmodyfikowany zasobnik – tu trochę rzeczy, potem plecaki Adama, „jamnik” Ani, plecak na rybki, wędki, składany stolik kupiony naprędce w sklepie turystycznym. Spać.

Dzień wyjazdu.

Pobudka przed szóstą. Taxi na dworzec główny. Bilety. Pociąg. Zdążyliśmy, a nawet wszystko i wszystkich zabraliśmy. Pośpiech mknął w stronę Szczecina Dąbia. Kontrola. No tak… pies również musi mieć bilet. Prosimy wypisać. Jeszcze coś… Ania nie zabrała legitymacji – prosimy wypisać.

Mijają kolejne minuty, godziny, stacje. Szczecin Dąbie – jak miło – dwie godziny oczekiwania na kolejny pociąg.
Przydałby się „wrzucić coś na ruszt”. Zakładamy bagaże. Na moje plecy wrzucam stelaż, w lewą rękę wędkarski plecak, a w prawą (składany jak walizeczka) stolik turystyczny dla czterech osób. Kasia dźwiga mój zasobnik, mini-plecak i reklamówkę z różnościami. Ania prowadzi Pchełkę i dźwiga „jamnika”, Adam zaś dwa garby – z przodu plecak i z tyłu plecak (nie licząc piłki). Wyglądamy super!

Posiłek, lody, kiosk, gazety, krzyżówki – jak miło można spędzić czas na stacji.

Jedziemy dalej. Straszny tłok, ale w końcu siadamy. Pociąg jadący w kierunku Świnoujścia, zatrzymuje się po dwóch godzinach jazdy w Międzyzdrojach. Jak miło – znów czekamy około godziny.

Na 10 minut przed przyjazdem autobusu, zabieramy się do Dziwnowa taxi-busem – cena ta sama, ale przyjemniejsza jazda.
Dziwnów. Gdzie jest ten ośrodek… telefon. „Ubieramy” się w bagaże. Leśna droga, Leśna dyskoteka, Leśne pole namiotowe, siedziba Biura Ochrony JAT, leśna droga i JEST! Przystań jachtowa MARINA.

Przy bramie wjazdowej wita nas serdecznie Piotr – właściciel. Dotarliśmy.

Rozstawiamy namiot, pompujemy materac, rozkładamy stolik, papu i… NA PLAŻĘ!

Wieczorkiem z Adamem udajemy się na rybki. Mamy do wyboru – trzy stanowiska na terenie przystani i spory falochron przy ujściu rzeki Dziwny. Decydujemy się jednak na pomost w ośrodku. Połów taki sobie, ale Adam złowił węgorza. Był smaczny.

Kolejne dni.

Poznaliśmy sympatycznych ludzi. Ze Szczecina Iwonę i Roberta z Przemkiem i Olą, z Bydgoszczy Krysię i Grzegorza z dziećmi, Włodka z córkami, z Katowic (obecnie mieszkających w Niemczech) Ilonę i Andrzeja z Dorotą i Łukaszem, Darka i jego żonę oraz wielu innych ludzi.
Było przesympatycznie. Wieczorne imprezy w „Leśnej” leczone z rana w punkcie reanimacyjnym u pana Stanisława. Plaża, rybki i spacery po Dziwnowie, aby odpocząć od palącego Słońca. Totalny luz bez przemyśleń na temat pracy i domu… szkoda, że tak krótko.

W dniu moich urodzin zjechała się moja rodzina ze Świnoujścia, a nieco wcześniej zawitał w Dziwnowie mój serdeczny kolega Arek. Wszyscy bawili się świetnie, a impreza z przystani przeniosła się jak zwykle do „Leśnej”.

Na koniec miła niespodzianka. Opcja powrotu do domu, której w najbardziej optymistycznych myślach nie braliśmy pod uwagę. Do domu przyjechaliśmy… samochodem. Opel prowadzony przez Grzegorza dowiózł nas pod same drzwi – wielkie dzięki!

Komitecie!
Za pośrednictwem tego miejsca, chcielibyśmy jeszcze raz podziękować – Tobie Piotrze i całemu Komitetowi – za przeżycie wspaniałych chwil w Marinie. Bawiliśmy się i wypoczywaliśmy świetnie. Opalenizna się trzyma, dobry nastrój dopisuje, tylko żal, że urlopy są takie krótkie.

Na szczęście pozostały wspomnienia i zdjęcia.

(Data pierwszej publikacji: 2003-08-22 23:52:57)